Kolejne przeziębienie zmusiło mnie do tygodniowej, a nawet dłuższej przerwy od Internetu, bloga i Instagramu. Nadal męczy mnie katar, ale czas wrócić do stałego rytmu dnia i dodać nowy wpis. Mam nadzieję, że w końcu wzmocni mi się odporność, ponieważ od początku listopada praktycznie cały czas jestem chora. Gdy uda mi się troszkę wyzdrowieć, to na nowo coś łapię. Niestety odkąd zaczęły się moje problemy z tarczycą zmniejszyła mi się odporność.
Dzisiejszy wpis będzie dotyczył zużytych produktów, ale znajdują się tutaj również kosmetyki, których data ważności się skończyła lub nie nadają się już do używania. Zainteresowane osoby zapraszam do dalszej części wpisu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avon. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 stycznia 2018
niedziela, 31 grudnia 2017
Try*Me*Box Grudzień 2017
I oto nastał ostatni dzień w 2017 roku. Czym jestem starsza, tym szybciej uciekają dni i miesiące. Nie zamierzam robić wpisu, w którym podsumowuje 2017 rok. Powróciłam do prowadzenia bloga latem i nie jestem na to gotowa. W skrócie mogę napisać, że był to bardzo dobry rok. Źle go nie wspominam. Zrealizowałam większość postanowień noworocznych, a inne w części. Będę wchodzić w rok 2018 z nadzieją na to, że będzie jeszcze lepszy niż poprzednie, a przynajmniej nie gorszy. Wyjątkowo nie ma żadnych oczekiwań i postanowień, ale i tak planuję kilka słów w kalendarzu napisać, żeby mieć co podsumować w przyszłym roku. A jak wygląda to u Was? Przywiązujecie wagę do postanowień noworocznych i się ich trzymacie?
Jeszcze w grudniu chciałabym Wam zaprezentować mój ostatnie pudełko z TryMeBox. Zrezygnowałam z niego po ostatnim pudełku, ale teraz żałuję i nie wiem, czy znowu nie zamówię, ale o tym w dalszej części wpisu.
Jeszcze w grudniu chciałabym Wam zaprezentować mój ostatnie pudełko z TryMeBox. Zrezygnowałam z niego po ostatnim pudełku, ale teraz żałuję i nie wiem, czy znowu nie zamówię, ale o tym w dalszej części wpisu.
TRY * Me cosmetic samples box - Grudzień 2017
sobota, 23 grudnia 2017
Opróżniamy koszyk w łazience, czyli DENKO GRUDNIOWE.
Jak świąteczne przygotowania? W końcu Wigilia już jutro. Nie mam pojęcia, jak to zleciało! Teraz jeszcze szybciej zleci i znowu będę musiała czekać rok na ten magiczny okres. Jeśli chodzi o przygotowania, to u mnie prawie wszystko gotowe. Zostało jeszcze do zapakowania kilka prezentów i będziemy oczekiwać jutrzejszej pierwszej gwiazdki. Ten czas umilę sobie robieniem paznokci i czytaniem.
Wcześniej chciałabym dodać wpis, w mało świątecznej tematyce, ale postarałam się, żeby chociaż przez zdjęcia było widać, co to za czas. Mianowicie dzisiejszy wpis będzie dotyczył zużytych produktów. Jak wiadomo w większości polskich domów przed świętami robi się porządki i ja także postanowiłam odgruzować łazienkę - stąd dzisiejszy wpis. Produktów nie ma dużo, ponieważ jakimś dziwnym trafem żele pod prysznic w ogóle nie trafiają do koszyczka. Ktoś mi robi psikusy, jeśli chodzi o zbieranie zużytych pudełek.
Wcześniej chciałabym dodać wpis, w mało świątecznej tematyce, ale postarałam się, żeby chociaż przez zdjęcia było widać, co to za czas. Mianowicie dzisiejszy wpis będzie dotyczył zużytych produktów. Jak wiadomo w większości polskich domów przed świętami robi się porządki i ja także postanowiłam odgruzować łazienkę - stąd dzisiejszy wpis. Produktów nie ma dużo, ponieważ jakimś dziwnym trafem żele pod prysznic w ogóle nie trafiają do koszyczka. Ktoś mi robi psikusy, jeśli chodzi o zbieranie zużytych pudełek.
Etykiety:
aube,
avon,
barnangen,
bielenda,
bioaqua,
cien,
denko,
HerbalOil,
lab one n'1,
luvos,
macadamia professional eprouvage,
nivea,
pantene pro-v,
Rival de Loop,
ziaja,
zużyte produkty
piątek, 10 listopada 2017
Kosmetyczny przegląd zużytych produktów - wrzesień & październik
Czytając tytuł wpisu i patrząc na powyższe zdjęcie, pewnie wiecie już o czym będzie dzisiejszy wpis. Chciałabym Wam przedstawić część zużytych produktów kosmetycznych w miesiącu wrześniu i październiku. Zaznaczam 'część', ponieważ jestem pewna, że nie wszystkie zdenkowane produkty trafiły do koszyka, który jest do tego przeznaczony. Już widzę, że nie ma tutaj żeli pod prysznic, szamponów do włosów i odżywek. Tak to jest, jak nie mieszka się samemu.
Etykiety:
avon,
bebeauty,
bourjois,
catrice,
clinique,
denko,
farmona,
hean,
L'OREAL,
nivea,
recenzje,
schwarzkopf,
vianek,
zużyte produkty
wtorek, 29 sierpnia 2017
Dogłębne przetestowanie produktów, czyli DENKO.
Zdjęcia do tego wpisu miałam zrobione już od ponad tygodnia. Czekałam tylko na wolną chwilę, żeby je obrobić i napisać do Was. Przygotowania do uroczystości, w których mam okazję ostatnio uczestniczyć, kradną mi czas wolny. Ale jestem!
Dzisiejszy wpis to pierwsze w moim życiu DENKO. W końcu udało mi się przekonać współmieszkańców, żeby nie wyrzucali zużytych produktów po kosmetykach. Najtrudniejsze było sfotografowanie tych opakowań. Sami zobaczcie.
1/ Schwarzkopf schauma REPAIR & CARE - Pielęgnacyjny spray bez spłukiwania 200 ml/ok. 11 zł
Spray stosowałam po myciu włosów, w celu ułatwienia ich rozczesywania oraz na suche włosy, które za bardzo się puszyły. Produkt miał zapach kokosowy. Musiałam go już długo mieć, bo nie pamiętam kiedy go zakupiłam. Nie zaobserwowałam, żeby robił krzywdę moim włosom, ale z pewnością też nie poprawiał ich stanu. Nie sądzę, żebym ponownie go kupiła.
2/ LOREAL VITAMINO COLOR A-OX maska do włosów, ok. 38 zł
Tę maskę otrzymałam od mojej fryzjerki. Kazała stosować po tym jak zrobiła mi jasne refleksy na włosach. Maski Loreal uwielbiam, ale ta była przeciętna. Miała piękny zapach, ale nie ułatwiała mi rozczesywania włosów, czego oczekuje od wszystkich produktów do włosów. Mam ogromny problem z plątającymi włosami i rozczesywanie ich to dla mnie męka. Tej maski już raczej nie kupię.
3/ BEBEAUTY SENSITIVE Łagodzący płyn micelarny 3w1
Tego produktu chyba nie muszę nikomu przedstawiać? W mojej pielęgnacji korzystam z niego nieustannie. Kończy się, kupuję nowy i tak bez przerwy. Wersja sensitive jest łagodna dla moich oczu, ale nie radzi sobie z wodoodpornymi eyelinerem do oczu. Teraz zakupiłam z tej serii płyn przeznaczony do wodoodpornych kosmetyków. Zobaczymy jak zareagują na niego moje oczy.
4/ Rival de Loop Tonik odżywczy do twarzy
Ten miniaturowy kosmetyk kupiłam, żeby nie brać na urlop dużych kosmetyków. Ponownie z pewnością go nie zakupię. Bardzo szczypie mnie w oczy. Potem w trakcie stosowania zaczęłam omijać okolicę oczu i tutaj sprawdził się dobrze. Jak na taka miniaturkę to jest wydajny, bo aż miesiąc go miałam.
5/ AVON naturals Mgiełka do ciała
Do tych produktów powracam od lat. Szczególnie lubię je stosować w okresie letnim. Pryskam nimi ciało w celu uzyskania chwilowego odświeżenia. Nie ma zapachu z tej serii, który nie przypadłby mi do gustu. Wszystkie uwielbiam.
6/ AVON naturals stay STRONG NOURISHING MIST SPRAY - Odżywcza mgiełka do włosów słabych i łamliwych Pokrzywa i łopian ok. 11 zł
Używałam na umyte włosy w celu ułatwienia rozczesywania. Pod tym względem ta mgiełka spisywała się dobrze. Zamiast czuć zapach pokrzywy, czułam zapach zielonej herbaty, który uwielbiam. Nie wykluczam, że nie kupię tej mgiełki ponownie.
7/ ASTOR PERFECT STAY FUNDATION 24h +PERFECT SKIN PRIMER - Podkład do twarzy i baza 2w1, ok. 47 zł
Ten podkład kupiłam na promocji -49% w Rossmannie. W trakcie stosowania go, miałam wiecznie mieszane uczucia. Największą niechęć wywoływała we mnie lepkość twarzy po użyciu tego podkładu. Możliwe, że baza, którą zawiera podkład ją wywoływała. Od razu miałam ochotę zniwelować to uczucie klejenia i nakładałam niejednokrotnie za dużo pudru na twarz. Niekiedy natomiast za mało i dalej odczuwałam, że jestem lepka. Druga jego wada to mała ilość odcieni. Latem musiałam używać innego podkładu, bo ten był za jasny. Teraz przejdźmy do zalet. Rewelacyjne krycie, idealnie wtapia się w skórę i jest bardzo trwały. Z jednej strony rewelacyjny produkt, z drugiej irytujący. Nie wiem, czy ponownie go kupię.
8/ Clarena Snail Musin Cream - krem regenerujący ze śluzem ślimaka
Nie ma lepszego kremu dla mojej cery. Ten radzi sobie rewelacyjnie ze wszystkimi niedoskonałościami. Wystarczy kilka dni regularnego stosowania i mam znowu idealną cerę. Więcej o tym produkcie możecie poczytać w tym wpisie.
9/ AVON nutra effects RADIANCE DAY CREAM - Rozświetlająco- nawilżający krem na dzień wyrównujący koloryt SPF 20, ok. 15 zł
Ten krem mogę zaliczyć do dobrych. Nawilża moją cerę, nie zapycha jej. Powoduje, że wygląda na wypoczętą. Ma ładny zapach i jest wydajny. Nie wykluczam, że do niego jeszcze powrócę, ale obecnie mam ochotę testować inne kremy.
10/ Maski do twarzy typu: BIELENDA Hydrożelowa Maseczka ultra nawilżająca
Na temat maski z Bielendy można poczytać tutaj. Kupiłam kolejną, więc to mówi samo za siebie, że jestem zadowolona i odpowiada mi. Ostatnio uwielbiam maseczki, których nie trzeba zmywać. Zostawiam je na noc i rano budzę się z bardzo nawilżoną cerą.
11/ CLINIQUE CLINIQUE SMART przeciwzmarszczkowy krem pod oczy
Za 5 ml zapłaciłam niecałe 30 zł. Stosowałam dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Wiem, że mama też go używała, a wystarczył nam na około miesiąc. Początkowo miałam wrażenie, że nic nie robi i nie byłam zachwycona. Po dwóch tygodniach całkowicie zmieniłam zdanie. Ten krem jest rewelacyjny. Przede wszystkim wygładza okolicę pod oczami, nawilża ją, niweluje opuchliznę. Za 15 ml trzeba zapłacić ok. 160/230 zł. Jakbym wiedziała, że będę taka zadowolona to zakupiłabym więcej opakowań na zapas.
Nie chciałam w tym wpisie za obszernie rozpisywać się na temat produktów. Nikt nie lubi czytać zbyt długich wpisów. Mam nadzieję, że w tych krótkich komentarzach zawarłam najistotniejsze informacje. Lubicie takie wpisy, czy omijacie je?
środa, 28 czerwca 2017
7 KROKÓW W PIELĘGNACJI TWARZY (i nie tylko)
Poprzedni wpis dotyczył kremu, który działa rewelacyjnie na moją cerę. Wspomniałam tam również o tym, że o pielęgnacje skóry zaczęłam dbać około 2 lata temu. Dzisiaj chętnie przedstawię Wam jak wygląda moja pielęgnacja.
MOJA PIELĘGNACJA SKÓRY TWARZY (i ciała)
Postanowiłam opisać wykonywaną pielęgnacje w krokach. Mam nadzieję, że wpis będzie bardziej czytelny i ciekawy dla czytelników. Skupiam się na opisywaniu czynności, które realizuje podczas codziennego dbania o skórę, a nie na obszernej recenzji produktów.
Krok 1.
Oczyszczanie (wodoodporne kosmetyki) - Wieczorną pielęgnacje twarzy rozpoczynam od zmycia makijażu oczu. W tym celu obecnie stosuje EVELINE Cosmetics FACEMED+ Płyn micelarny + odżywcze olejkowe serum. Zakupiłam ten produkt, ponieważ miałam ogromny problem, żeby zmyć matowe pomadki i wodoodporne kosmetyki. Zwykłe produkty rozmazywały makijaż, a nie usuwały go. Ten produkt przeznaczony jest właśnie do wodoodpornego makijażu. Skutecznie zmywa makijaż, ale niestety podrażnia moje wrażliwe oczy.
Następnie myje całą twarz, szyje i dekolt produktem GREEN PHARMACY HERBAL COSMETICS Delikatnym żelem do mycia twarzy. Zmywa on resztki makijażu, tłustą warstwę po poprzednim kosmetyku i łagodzi podrażnioną cerę. Używam również ten produktu rano po przebudzeniu.
Oczyszczanie (kosmetyki niewodoodporne) - W tym przypadku demakijaż rozpoczynam od użycia BEBEAUTY SENSITIVE Łagodzącego płynu micelarnego 3 w 1. Następnie oczyszczam twarz produktem AVON TRUE nutraeffects All in 1 CLEANSER. Produkt firmy AVON można stosować na 3 różne sposoby: mycie twarzy, peeling twarzy i maska. I właśnie w celu peelingu twarzy i równoczesnego mycia stosuje go 3 razy w tygodniu.
* Zaprezentowane powyżej produkty stosuje wymiennie w zależności od nastroju, potrzeb skóry i makijażu, który chce zmyć.
Krok 2.
Łagodzenie i orzeźwianie - Obecnie nie mam produktów, które stosuje przy tym kroku, ale są to toniki i mgiełki do twarzy oraz woda różana. Toniki wybieram bez alkoholu, delikatne dla cery w celu zachowania naturalnego PH twarzy. Mgiełki stosuje, gdy skóra jest przegrzana, napięta i sucha. Natomiast woda różana działa pobudzająco z rana na moją twarz.
Krok 3.
Głęboka regeneracja - Tutaj muszę się przyznać, że jest to krok, który stosuje najmniej regularnie. W okresach nakładania maseczek czynność tą powtarzam raz lub dwa razy w tygodniu. Nadal poszukuje masek idealnych dla mojej cery. Często kupuje te w saszetkach np. w Rossmannie. Ostatnim razem zakupiłam polecane maski przez znajome Ziaji z glinką. Spowodowały taki wysyp na czole, że mam obecnie uraz do tego typu produktów. Muszę się znowu przełamać do nakładania masek, bo cera tego potrzebuje.
Krok 3.
Głęboka regeneracja - Tutaj muszę się przyznać, że jest to krok, który stosuje najmniej regularnie. W okresach nakładania maseczek czynność tą powtarzam raz lub dwa razy w tygodniu. Nadal poszukuje masek idealnych dla mojej cery. Często kupuje te w saszetkach np. w Rossmannie. Ostatnim razem zakupiłam polecane maski przez znajome Ziaji z glinką. Spowodowały taki wysyp na czole, że mam obecnie uraz do tego typu produktów. Muszę się znowu przełamać do nakładania masek, bo cera tego potrzebuje.
Krok 4.
Pielęgnacja okolicy oczu - Niestety ostatnie pół miesiąca również ją zaniedbałam i to z własnej próżności. "Obraziłam" się na kosmetyki pod oczy, które mam w domu, bo nie dawały rezultatów jakich oczekiwałam. Skóra pod oczami dała mi szybko to odczuć i już regularnie wklepuje tam kremy. Automatycznie nastąpiło wysuszenie i makijaż wyglądał po prostu źle. Korektor osadzał się w zmarszczkach mimicznych, przez co wyglądałam starzej i niechlujnie.
Z braku lepszego produktu używam zaprezentowany krem pod oczy ANEW CLINICAL INFINITE LIFT. Cudów nie obserwuje po jego stosowaniu, ale przede wszystkim nie szkodzi, nawilża i redukuje opuchliznę, którą często mam ze względu na problemy z tarczycą.
Odkąd zakupiłam produkt z firmy HOLIKA HOLIKA SOOTHING GEL ALOE 99%, który ma szerokie spektrum działania, stosuje go również pod oczy. Rewelacyjnie radzi sobie z opuchlizną. Niestety więcej nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ za krótko stosuje ten produkt.
Krok 5
Kremowanie twarzy - Obecnie czynność bez której nie pójdę spać oraz nie rozpocznę rano dnia. Najważniejsza. Cera musi być zadbana. Nieważne są włosy i makijaż. Od niedawna stan skóry jest moim priorytetem. Pierwszym i najlepszym produktem do twarzy jest krem CLARENA Snail Mucin Cream- krem regenerujący ze śluzem ślimaka. Więcej o tym produkcie znajdziecie tutaj. Ze względu na to, że staram się go oszczędzać, na noc kremuje twarz produktem firmy HEAN HONEY & SHEA BUTTER- kremem regenerującym. Producent podaje, że można stosować go rano i wieczorem, ale ze względu na jego tłustą i dla mnie tępą konsystencje, nakładam go tylko na noc. Mam wrażenie, że wolno się wchłania i przez to bardziej nawilża moją cerę. Rano kremuje twarz wspomnianym wcześniej aloesowym kremem z firmy HOLIKA HOLIKA. Ten produkt natomiast bardzo szybko się wchłania i makijaż na nim wygląda dobrze. Jeśli chodzi o poranną pielęgnację to cenie sobie szybkie efekty i wchłanianie, ponieważ wolę dłużej pospać, niż czekać, aż na krem będę mogła nałożyć makijaż.
Ostatnie dwa kroki z pewnością nie dotyczą twarzy, ale są nierozłącznymi czynnościami, które wykonuje razem z pielęgnacją twarzy.
Krok 6.
Szczotkowanie ciała - Całkowicie zrezygnowałam z peelingowania skóry ciała, odkąd odkryłam szczotkę do ciała. Rewelacja! Efekty widać już po pierwszym użyciu. Wybrałam szczotkowanie na sucho. Zajmuje mi to ok. 10 minut przed wieczorną kąpielą. Początkowo czynność ta nie należała do najprzyjemniejszych z powodu odczucia bólu, ale z każdym użyciem skóra przyzwyczajała się do tego zabiegu. Automatycznie widać poprawę ukrwienia ciała i usuwanie martwego naskórka. Mam szczególny problem z "krostami" na ramionach. Dwa zabiegi i skóra zdecydowanie wygładzona. Szczotka ta pomaga również na wrastające włoski i cellulit (tutaj widzę mniejsze efekty).
Krok 7.
Nawilżenie ciała - Po szczotkowaniu i kąpieli obowiązkowo muszę nawilżyć skórę. W tej kwestii nie mam wygórowanych wymagań, a kryteria którymi się kieruje to zapach i wchłanianie. Nie znoszę się kleić! Aktualnie mam pod ręką Aksamitne mleczko nawilżające NIVEA BABY. Produkt jak widać przeznaczony dla dzieci, dlatego stosuje go wspólnie z moją małą siostrą.
W tym miejscu kończą się moje obecne kroki w pielęgnacji skóry. Czytałam niedawno o eliksirach (serum) do twarzy oraz koreańskiej pielęgnacji i zastanawiam się, czy nie wprowadzić tego do swoich rytuałów. Może ktoś stosuje i chciałby podzielić się swoimi doświadczeniami/ przemyśleniami?
P.S. Zdążyłam dodać wpis 28 czerwca. Wyjątkowy dla mnie dzień. Dzisiaj obroniłam swoją pracę magisterską i oficjalnie rozpoczęłam urlop.
Pielęgnacja okolicy oczu - Niestety ostatnie pół miesiąca również ją zaniedbałam i to z własnej próżności. "Obraziłam" się na kosmetyki pod oczy, które mam w domu, bo nie dawały rezultatów jakich oczekiwałam. Skóra pod oczami dała mi szybko to odczuć i już regularnie wklepuje tam kremy. Automatycznie nastąpiło wysuszenie i makijaż wyglądał po prostu źle. Korektor osadzał się w zmarszczkach mimicznych, przez co wyglądałam starzej i niechlujnie.
Z braku lepszego produktu używam zaprezentowany krem pod oczy ANEW CLINICAL INFINITE LIFT. Cudów nie obserwuje po jego stosowaniu, ale przede wszystkim nie szkodzi, nawilża i redukuje opuchliznę, którą często mam ze względu na problemy z tarczycą.
Odkąd zakupiłam produkt z firmy HOLIKA HOLIKA SOOTHING GEL ALOE 99%, który ma szerokie spektrum działania, stosuje go również pod oczy. Rewelacyjnie radzi sobie z opuchlizną. Niestety więcej nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ za krótko stosuje ten produkt.
Krok 5
Kremowanie twarzy - Obecnie czynność bez której nie pójdę spać oraz nie rozpocznę rano dnia. Najważniejsza. Cera musi być zadbana. Nieważne są włosy i makijaż. Od niedawna stan skóry jest moim priorytetem. Pierwszym i najlepszym produktem do twarzy jest krem CLARENA Snail Mucin Cream- krem regenerujący ze śluzem ślimaka. Więcej o tym produkcie znajdziecie tutaj. Ze względu na to, że staram się go oszczędzać, na noc kremuje twarz produktem firmy HEAN HONEY & SHEA BUTTER- kremem regenerującym. Producent podaje, że można stosować go rano i wieczorem, ale ze względu na jego tłustą i dla mnie tępą konsystencje, nakładam go tylko na noc. Mam wrażenie, że wolno się wchłania i przez to bardziej nawilża moją cerę. Rano kremuje twarz wspomnianym wcześniej aloesowym kremem z firmy HOLIKA HOLIKA. Ten produkt natomiast bardzo szybko się wchłania i makijaż na nim wygląda dobrze. Jeśli chodzi o poranną pielęgnację to cenie sobie szybkie efekty i wchłanianie, ponieważ wolę dłużej pospać, niż czekać, aż na krem będę mogła nałożyć makijaż.
Ostatnie dwa kroki z pewnością nie dotyczą twarzy, ale są nierozłącznymi czynnościami, które wykonuje razem z pielęgnacją twarzy.
Krok 6.
Szczotkowanie ciała - Całkowicie zrezygnowałam z peelingowania skóry ciała, odkąd odkryłam szczotkę do ciała. Rewelacja! Efekty widać już po pierwszym użyciu. Wybrałam szczotkowanie na sucho. Zajmuje mi to ok. 10 minut przed wieczorną kąpielą. Początkowo czynność ta nie należała do najprzyjemniejszych z powodu odczucia bólu, ale z każdym użyciem skóra przyzwyczajała się do tego zabiegu. Automatycznie widać poprawę ukrwienia ciała i usuwanie martwego naskórka. Mam szczególny problem z "krostami" na ramionach. Dwa zabiegi i skóra zdecydowanie wygładzona. Szczotka ta pomaga również na wrastające włoski i cellulit (tutaj widzę mniejsze efekty).
Krok 7.
Nawilżenie ciała - Po szczotkowaniu i kąpieli obowiązkowo muszę nawilżyć skórę. W tej kwestii nie mam wygórowanych wymagań, a kryteria którymi się kieruje to zapach i wchłanianie. Nie znoszę się kleić! Aktualnie mam pod ręką Aksamitne mleczko nawilżające NIVEA BABY. Produkt jak widać przeznaczony dla dzieci, dlatego stosuje go wspólnie z moją małą siostrą.
W tym miejscu kończą się moje obecne kroki w pielęgnacji skóry. Czytałam niedawno o eliksirach (serum) do twarzy oraz koreańskiej pielęgnacji i zastanawiam się, czy nie wprowadzić tego do swoich rytuałów. Może ktoś stosuje i chciałby podzielić się swoimi doświadczeniami/ przemyśleniami?
P.S. Zdążyłam dodać wpis 28 czerwca. Wyjątkowy dla mnie dzień. Dzisiaj obroniłam swoją pracę magisterską i oficjalnie rozpoczęłam urlop.
czwartek, 8 maja 2014
AVON utrwalający spray do makijażu (Make up Setting Spray)
Gdy zobaczyłam w katalogu utrwalający spray do makijażu z Avonu i usłyszałam opinię Hani Knopińskiej- Grzenkowicz, to od razu wiedziałam, że muszę mieć ten produkt. Udało mi się go dostać za około 15 złotych.
Opis: "Utrwalający spray do makijażu. Ultralekka mgiełka utrwalająca makijaż na cały dzień. Tworzy niewidoczną, nieklejącą warstwę. Szybko wysycha, lecz dzięki zawartości witamin A, C i E nie wysusza skóry. Wystarczy zamknąć oczy, kilkakrotnie spryskać mgiełką twarz, by nienaganny makijaż pozostał na twarzy przez cały dzień. Cena to 32 złote za 125 ml."
Nie wiem dlaczego, skąd, ale miałam przeczucie, że ten produkt będzie bardzo dobry i będę z niego zadowolona. Tak też się stało. Chyba już nie może go zabraknąć w mojej kosmetyczce.
Stosuję go wtedy, gdy mój makijaż ma wytrzymać cały dzień, albo muszę mieć nienaganny wygląd np. w pracy. Sprawdza się on także przy efekcie mąki, gdy nakładam puder maybelline affinitone.
Spray zamknięty jest w ciemnej, ale przezroczystej 125 ml butelce. Dzięki temu widzimy ile produktu nam ubyło. Rozpylacz działa bez zarzutów, daje nam tyle mgiełki ile potrzebujemy.
Mimo, że w składzie ma alkohol to nie czuć go. Jednak ze względu na jego obecność staram się nie przesadzać z ilością mgiełki na twarzy, 4-5 psiknięć wystarczy. Nie używam go też codziennie.
Spray nie posiada nieprzyjemnego zapachu. Rozpylony na twarzy nie powoduje jej pieczenia czy ściągnięcia. Szybciutko się wchłania i wcale nie czuć go na twarzy. Cudownie scala makijaż i bardzo w moim przypadku wydłuża trwałość makijażu. Ani razu mnie nie uczulił i nie zapchał, a dodatkowo jak wcześniej wspomniałam usunął efekt tępego matu.
Podsumowując, jest to pierwszy produkt takiego rodzaju jaki posiadam. Pomaga zachować makijaż wiele godzin w nienaruszonym stanie, a przy tym piękny wygląd na wiele godzin. Cudownie scala makijaż i wiem już, że będę do niego wracać.
Mieliście wcześniej jakiś spray utrwalający makijaż? Jak się u Was sprawdził?
Opis: "Utrwalający spray do makijażu. Ultralekka mgiełka utrwalająca makijaż na cały dzień. Tworzy niewidoczną, nieklejącą warstwę. Szybko wysycha, lecz dzięki zawartości witamin A, C i E nie wysusza skóry. Wystarczy zamknąć oczy, kilkakrotnie spryskać mgiełką twarz, by nienaganny makijaż pozostał na twarzy przez cały dzień. Cena to 32 złote za 125 ml."
Nie wiem dlaczego, skąd, ale miałam przeczucie, że ten produkt będzie bardzo dobry i będę z niego zadowolona. Tak też się stało. Chyba już nie może go zabraknąć w mojej kosmetyczce.
Stosuję go wtedy, gdy mój makijaż ma wytrzymać cały dzień, albo muszę mieć nienaganny wygląd np. w pracy. Sprawdza się on także przy efekcie mąki, gdy nakładam puder maybelline affinitone.
Spray zamknięty jest w ciemnej, ale przezroczystej 125 ml butelce. Dzięki temu widzimy ile produktu nam ubyło. Rozpylacz działa bez zarzutów, daje nam tyle mgiełki ile potrzebujemy.
Mimo, że w składzie ma alkohol to nie czuć go. Jednak ze względu na jego obecność staram się nie przesadzać z ilością mgiełki na twarzy, 4-5 psiknięć wystarczy. Nie używam go też codziennie.
Spray nie posiada nieprzyjemnego zapachu. Rozpylony na twarzy nie powoduje jej pieczenia czy ściągnięcia. Szybciutko się wchłania i wcale nie czuć go na twarzy. Cudownie scala makijaż i bardzo w moim przypadku wydłuża trwałość makijażu. Ani razu mnie nie uczulił i nie zapchał, a dodatkowo jak wcześniej wspomniałam usunął efekt tępego matu.
Podsumowując, jest to pierwszy produkt takiego rodzaju jaki posiadam. Pomaga zachować makijaż wiele godzin w nienaruszonym stanie, a przy tym piękny wygląd na wiele godzin. Cudownie scala makijaż i wiem już, że będę do niego wracać.
Mieliście wcześniej jakiś spray utrwalający makijaż? Jak się u Was sprawdził?
wtorek, 8 kwietnia 2014
Super trwała szminka do ust EXTRAlasting, AVON
Dzisiaj przychodzę do Was z wpisem dotyczącym obecnie najczęściej stosowanej przeze mnie szminki do ust. Jest to szminka z avonu SUPER TRWAŁA SZMINKA DO UST EXTRALASTING, o odcieniu mauve ice, ale w katalogu widzę, że nie ma tego odcienia, więc nie wiem czy to błąd, ale myślę, że posiadam kolor Vintage Pink.
Producent obiecuje:
* trwałe, intensywne kolory
* formułę odporną na ścieranie i rozmazywanie
* nawilżenie i komfort dzięki witaminie E i proteinom pszenicy
Dla mnie kolor to mieszanka różu, fioletu i czerwieni, ale jej jest najmniej. Wcześniej bałam się nakładać takie kolory na usta, bo często w domu mówili, że wyglądam dziwnie, ale ten kolor wygląda świetnie. Czuję się w nim bardzo dobrze.
Producent obiecuje:
* trwałe, intensywne kolory
* formułę odporną na ścieranie i rozmazywanie
* nawilżenie i komfort dzięki witaminie E i proteinom pszenicy
Opakowanie dla mnie jest śliczne. Takie kobiece, zmysłowe. Prezentuje się znakomicie w kosmetyczce. Czerwony zdecydowanie nadaje seksapilu. Dodam, że tą szminkę udało mi się kupić po okazyjnej cenie w ofercie internetowej dla konsultantek stąd możliwa niejasność odcienia jaki mam.
Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się na ustach w różnym oświetleniu. Niestety nie mam osoby, która mogłaby mi zdjęcia zrobić, więc jak się nie ma to się docenia to co ma.
Przejdźmy do działania, bo za chwilę muszę jechać do pracy.
Mam wrażenie, że ta szminka nie posiada zapachu. Jeśli posiada to niewyczuwalny dla mnie i bardzo delikatny. Muszę ją nakładać partiami, czyli na początek dolna warga i z uwagą maluje krawędzie, następnie górna warga i te dwie górki na górze. Wybaczcie za nieprofesjonalne słownictwo i wyrażenia, ale specjalistką nie jestem. Początkowo szminka jest mocno kremowa, ale po czasie mam wrażenie, że wtapia się w usta, ale nie podkreśla moich suchych skórek. Tak jak producent obiecuje mój kolor jest trwały i intensywny, co jest ogromnym plusem tej szminki i chyba, dlatego gości ona stale na moich ustach. Formuła nie jest odporna na ścieranie i rozmazywanie, przynajmniej w moim wypadku. Po jedzeniu koniecznie muszę poprawić makijaż ust, a po piciu zostają ślady na szklance, butelce itp. Co do nawilżenia to niestety czym dłużej pomadka znajduje się na moich ustach tym mam wrażenie, że usta są mniej nawilżone, ale prezentują się zdecydowanie ciekawiej. Kolor nie schodzi równomiernie. U mnie wygląda to tak, że wokół ust pozostaje kolor, jakbym miała je pomalowane kredką wokół. W porównaniu do innych moich pomadek jest trwała, nie jestem w stanie stwierdzić czy wytrzyma 8 godzin na ustach, bo nie jestem w stanie przez tyle czasu nie jeść, ale wytrzymuje długo na ustach. Musze natomiast stwierdzić, że lubię efekt wtopienia się pomadki w moje usta.
Reasumując, nie jest to pomadka z górnej półki, ale spełnia swoją rolę i na co dzień dobrze mi się ją stosuje na usta. Lubię ją i myślę, że sprawiła ona iż zachciałam posiadać większą kolekcję pomadek. Typowy średniaczek, z tym czymś co przykuwa moją uwagę. A Wy jak myślicie?
Po zastosowaniu tej pomadki jestem ciekawa jak sprawdzą się pomadki z Golden Rose te matowe. Słyszałam o nich wiele dobrego i koniecznie muszę je mieć i wypróbować na sobie, bo chyba polubiłam się z pomadkami i ich intensywnym kolorem na ustach.
czwartek, 27 lutego 2014
Clearskin professional AVON
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją produktu z AVON'u, mianowicie mowa o Clearskin Professional Liquid Extraction Strip. Zakupiłam go w katalogu 02 Walentynkowym za 16,99. Głównie chciałam zobaczyć jak oczyści on mój nos, ponieważ rozprowadza się ten żel na wybranej partii twarzy (u mnie nos) i szybkim ruchem jak wyschnie zrywamy żel i cieszymy się czystą cerą.
Produkt ten znajduje się w 30 ml tubce i jest zamykany na klik. Opakowanie jest bardzo poręczne i nie mam co do niego żadnych zastrzeżeń.
Jak widzicie żel ma kolor niebieski i jest bardzo, bardzo gęsty. Przez to utrudnione jest nakładanie i rozprowadzanie go na twarzy, ale znów nie aż tak bardzo by nie dać sobie z tym rady. Wyciskam odpowiednią ilość żelu na palce rozsmarowuje na nosie. Staram się, aby warstwa była równa i lekko rozchodziła się na policzki, aby łatwiej było oderwać. Odczekuję aż wyschnie (około 20 minut). Po tym czasie paluszkiem sprawdzam, czy wszędzie żel jest suchy i odrywam. Powtarzam ten zabieg 1-2 razy w tygodniu i nie mam wrażenia, że produkt jest niewydajny, ale tak jak wspominałam głównie na nos go stosuję, czasami też na brodę i miejsce pomiędzy brwiami. Gdy nałożymy ten żel na twarz to czujemy przyjemne chłodzenie i odświeżenie skóry. Bardzo podoba mi się ten efekt.
Chciałam Wam powyższym zdjęciem zaprezentować jak oczyszcza pory, ale nie wiem czy mój kiepski aparat to oddaje. Po prostu po oderwaniu plastra można na nim zauważyć pełno wystających, wyrwanych wągrów z nosa, a na samym nosie możemy dostrzec mniej czarnych kropeczek. Pamiętam zawsze by po zerwaniu plastra posmarować nos kremem, bo nie chce by doszło do przesuszenia. Na pierwszy rzut oka po zerwaniu tego żelu widać, że partia skóry jest wygładzona i zmatowiona. Po dłuższym stosowaniu widzę, że skóra wokół nosa i na nosie jest bardzo oczyszczona i w lepszym stanie.
W skrócie:
* wydany
* oczyszcza pory
* wygodne opakowanie
* niska cena
* nie podrażnia
* nie uczula
* konsystencja jest zbyt gęsta
* poprawia kondycję skóry
* troszkę wysusza
Reasumując, z pewnością jak będę miała okazję to ponownie zakupię ten produkt, ale w promocyjnej cenie. Widzę, że oczyszcza pory i skóra jest po nim w lepszej kondycji. Stosując go tylko na wybrane partie twarzy jest bardzo wydajny i nie uczulił mnie ani nie podrażnił. Przyznam, że spełnił moje oczekiwania i nie rozumiem opinii, że wysycha godzinami (chyba, że ktoś mega grube warstwy nakłada). U mnie wszystko w porządku. Da się go rozprowadzić, wysycha w około 20 minut i gdy go zerwiemy to widzimy, że oczyścił pory.
Mieliście do czynienia z tym produktem? Jak u Was się sprawdził? Może macie jakieś swoje metody radzenia sobie z "czarnymi kropkami" na nosie?
piątek, 7 lutego 2014
Szminka "Doskonałość absolutna" avon
Składając ostatnie zamówienie z avon'u postanowiłam zakupić sobie nową szminkę "Doskonałość absolutna" o odcieniu LUSCIOUS PEACH za 15,99/3,6 g.
Szminka "Doskonałość absolutna"
* wszechstronna szminka o pielęgnacyjnych właściowościach
* nadaje kolor, nawilża, odżywia i chroni
* zapewnia średnie krycie
* nadaje kolor, nawilża, odżywia i chroni
* zapewnia średnie krycie
Jak widzicie szminka ma bardzo dziewczęce opakowanie. Osobiście moim zdaniem te w czarnych opakowaniach wyglądają zdecydowanie lepiej, bardziej elegancko, ale dla mnie opakowanie nie jest problemem. Ważna jest zawartość.
Tym razem pokusiłam się o beżowy odcień LUSCIOUS PEACH. Szukałam czegoś w neutralnych odcieniach, gdyż nie mogę się przekonać do ciemniejszych i żywszych na moich ustach. Chyba mi nie pasują. Katalog wcześniej dostałam tą pomadkę o odcieniu LOVELY CHERRY i zaraz powędrowała do koleżanki, bo kolor zdecydowanie mi nie pasował i zwracał wszystkich uwagę. Mogę jednak dodać, że ten ciemniejszy odcień miał mocniejsze krycie.
Co do samej szminki, zaczęłam ją stosować, gdy dzięki masełkowi do ust nivea doprowadziłam je do idealnego stanu. Nawilżone, gładkie, miękkie. Utrzymywała się dość długo, do pierwszego picia czy jedzenia. Kolor moim zdaniem krył bardzo ładnie. Szminkę sprawnie rozprowadza się po ustach, jest kremowa. Mój odcień nie jest mocno na pigmentowany. Usta po jej nałożeniu są nawilżone. Nadaje ustom cudowny połysk. Tutaj pojawił się bardzo pozytywne wrażenia. Czyżbym znalazła ideał?
Jednakże, gdy nie miałam czasu dbać o moje usta i pojawiły się suche skórki szminka ta podkreśliła je i zdecydowanie zbierała się w różnych miejscach z różną intensywnością, rolowała się. Musiałam ją odstawić, bo nie mogłam znieść tego co miałam na ustach.
Reasumując, mam mieszane uczucia co do tej szminki. Gdy usta są w idealnej kondycji jestem w niej zakochana, niestety, gdy usta są w gorszej kondycji nie znoszę jej. Nie zamierzam jednak przestawać jej używać. Do dziennego makijażu jest idealna.
wtorek, 21 stycznia 2014
AVON superSHOCK MAX- tusz do rzęs
Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją powyższego tuszu do rzęs. Jest to tusz AVON superSHOCK MAX. Wersja, którą posiadam, a raczej wersje, bo mam jeszcze świąteczną, są z edycji limitowanej. Zakupiłam ten tusz z dwóch powodów. Pierwszym była pozytywna opinia Hani, która w filmikach na youtube sama tuszowała sobie nim rzęsy. Drugim powodem była cena. Świąteczny tusz był w katalogu 17 za 13 złotych! Ten fioletowy był w zestawie z 4 innymi produktami za cenę 29 złotych.
Dodam na samym początku, że nie oczekiwałam cudów od tego tuszu. Miał się świetnie spisywać do codziennego makijażu. W dodatku mam rzęsy na których większość tuszów spisuje się świetnie. Przejdźmy jednakże do recenzji.
Producent obiecuje:
"Tusz dający efekt 15x grubszych rzęs. Innowacyjna spiralna szczoteczka ze specjalnie wyprofilowanymi zygzakowatymi kanalikami nakłada na rzęsy maksymalną ilość tuszu. Zaawansowana pogrubiająca formuła z powiększającymi włóknami i proteinami otacza każdą rzęsę, nadając jej maksymalną objętość bez obciążania."

Mój tusz prezentuje się jak na zdjęciu powyżej. Mam wrażenie, że szczoteczka zabiera zbyt dużą ilość tuszu, ale nie jest to moje ostatnie zdanie, ponieważ ten tusz jest świeży i z czasem może się to zmienić. Uważam, że fajnie byłoby Wam pokazać jak tusz sprawuje się na moich rzęsach. Zrobię to, ale... musicie mi wybaczyć ostrość zdjęć, światło i w ogóle te zdjęcia. Konkretny aparat jest na wycieczce i musiałam zadowolić się tym co zostało w domu.
Zdjęcie powyżej prezentuje rzęsy, które zostały pomalowane przed weekendem. Zdaję sobie sprawę, że te zdjęcia są rozmyte, dlatego dzisiaj pomalowałam także rzęsy tym tuszem i zrobiłam bardziej wyraziste zdjęcia, żeby było porównanie.
Nie jest to wprawdzie mój ukochany tusz z Maybellin'e, ale dla mnie ten tusz spełnia swoje zadanie. Rzęsy są wydłużone, rozczesane i nie są przede wszystkim sklejone. Zapomniałam dodać, że zdjęcia rzęs są po jednym nałożeniu maskary. Przy tym tuszu nie nakładam dwóch warstw (zresztą rzadko to robię), ponieważ mam wrażenie, że przy drugiej warstwie rzęsy są sklejone i aż nienaturalne pogrubione. Kocham się w efekcie naturalnych rzęs. Nie raz i nie dwa po Maybelline miałam wmawiane, że mam doczepione rzęsy, że to nie są moje naturalne i mam je zdjąć :D Oczywiście były to moje rzęsy. Wróćmy do recenzji. Spotkałam się z opinią, że tusz się obsypuje i jest nietrwały. Przyznam, ze sama u siebie nie zaobserwowałam tego. Jak pomaluję rzęsy rano to wieczorem je zmywam i pod oczyma nie widzę, żeby się obsypywał. Trzeba jednak przyznać, że producent nas oszukał. Widzicie pogrubienie rzęs do 15 razy? Ja nie. Nie jest to dla mnie problem, bo nie muszę mieć pogrubienia, ale po co obiecywać coś, czego nie ma? Lepiej napisać, że tusz rozczesuje rzęsy i wydłuża je.
Podsumowanie:
PLUSY
- ładne opakowanie
- fajna szczoteczka
- rozdziela rzęsy
- wydłuża rzęsy
- łatwy w demakijażu
- dobra konsystencja tuszu
- szczoteczka dobrze rozprowadza tusz
- rozczesuje rzęsy
- nie obsypuje się
- wytrzymuje cały dzień
MINUSY
- trudno pomalować rzęsy w kąciku oczu
- nie zauważyłam pogrubienia, które obiecuje nam producent
- czerń mogłaby być bardziej intensywna
Reasumując:
Cena jest adekwatna do efektów jakie daje nam ten tusz. Z pewnością jeszcze po niego sięgnę. Idealnie sprawdza się do codziennego makijażu. Rozczesuje, pogrubia, nie skleja rzęs. Polubiliśmy się. Szkoda, że nie podbija czerni rzęs jakoś mocno i nie spełnia oczekiwań co do pogrubienia.
Moja ocena:
4/6
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















