Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 stycznia 2022

Tajemnicza, mroczna i niecodzienna "Trzynasta opowieść" Diane Setterfield

Kojarzycie tytuł "Była sobie rzeka" Diane Setterfield? Ja kojarzę, ale nie miałam okazji czytać. Autorka wspomnianej powieści wydała kolejną pod tytułem "Trzynasta opowieść". Teraz pewnie zastanawiacie się, jak trafiła na moją biblioteczkę skoro nie czytałam poprzedniej autorki. Otóż znalazłam ją w kalendarzu adwentowym i sama ją wrzuciłam na listę książek, które "chcę", bo spodobała mi się jej okładka.


Opis: " Ludzie wraz ze śmiercią znikają. Znika ich głos, śmiech, z kości w końcu zostaje drobny pył... Ale opowieści... Och, opowieści sprawiają, że ludzie mogą żyć wiecznie! Niektóre są zupełną fantazją, inne zawierają ziarno prawy. Wszystkie są ważne, bo wszystkie mogą przynieść nam ukojenie. Jednak najważniejsza opowieść to ta, która została jeszcze do opowiedzenia... I tak właśnie jest z Trzynastą opowieścią..."

Pierwszy raz zachęcam Was do przeczytania opisu z tyłu obwoluty. Nie zdradzi Wam nim oprócz tego, że zaintryguje, bo jest tajemniczy i magiczny, jak cała ta powieść.

Wracając jednak do okładki, czyż nie jest fantastyczna?! Moje ukochane połączenie butelkowej zieleni jako tła, a na to złote drzewo... Ta okładka zapiera mi dech w piersiach. Trzymanie tej książki było przyjemnością samą w sobie. Czyżby powstaje nowa era - pięknych wydań? Niby nie oceniajmy książki po okładce, ale tej się nie da. Przyciąga od pierwszego wejrzenia.

Powieść zaczyna się w momencie, gdy córka właściciela antykwariatu, Margaret Lea dostaje list od słynnej pisarki, Vidy Winter. W liście autorka prosi ją o spisanie jej biografii. W tym celu Margaret udaje się do posiadłości Vidy by poznać jej historię.

Otwierając tę książkę nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Nawet jaki to gatunek literacki. Zakładałam, że fantastyka, a przynajmniej jej elementy. Jakie było moje zdziwienie, gdy po otworzeniu nie miałam ochoty przerywać czytania i odłożyć jej na półkę. Sen jednak mnie pokonał, ale cały czas zastanawiałam się, co będzie dalej i jak skończy się ta historia. Ta pozycja jest z tego typu, co człowiek chciałby znać zakończenie, a równocześnie nie chce się z nią rozstawać. Nie często mnie to spotyka.


Akcja toczy się dwutorowo i w tym przypadku jest to bardzo sprawnie wykonany zabieg. Otrzymujemy równocześnie dwie opowieści, które w połączeniu tworzą wyjątkową, przenikającą się i niecodzienną historię. Porywa nas ona w nurt wydarzeń i świat, z którego nie chcemy wychodzić. Możemy poczuć klimat antykwariatu z całym jego osobliwym zapachem - połączeniem starych książek i kurzu, starej wiejskiej willi z jej antykami, drewnianymi podłogami i ciężkimi zasłonami. Przy tym otrzymujemy odwołania do "Dziwnych losów Jane Eyre", których swoją drogą jeszcze nie czytałam i uważam je za ogromną ignorancję z mojej strony i chyba czas to naprawić.

"Trzynasta opowieść" to połączenie z jednej strony tajemniczej, pełnej napięcia i wciągającej powieści, a równocześnie z drugiej strony jest czarująca, subtelna i pełna magii. Znajdziemy tutaj pełno sekretów, niedopowiedzeń i niewyjaśnionych zdarzeń - szczególnie z zagadkowych losów bliźniaczek Angelfield.


     Szukacie magicznej i niecodziennej książki, która kryje wiele tajemnic i wciąga od pierwszych stron? Będzie to idealny wybór, bo bardzo trudno się od niej oderwać. Porywa w nurt wydarzeń i świat, z którego nie chce się wychodzić. Cały czas człowiek czuje jej mroczny klimat, momentami niepokój i zastanawia się, co się za nim kryje. 

Jest to tego typu powieść, która zostanie na bardzo długo w mojej głowie i będę do niej wracać myślami. Cudownie, że pod tą piękną okładką kryje się taka osobliwa opowieść. Teraz muszę tylko uzupełnić biblioteczkę w poprzednią książkę autorki i mam nadzieję kolejny raz przenieść się do magicznego świata. 


Czytaliście już tę pozycję? Podzielacie moją opinię, czy ta powieść nie trafia w Wasz gust? Czekam na Wasze odczucia po lekturze. 



piątek, 14 stycznia 2022

Seria: Lipowo tom 4 - Katarzyna Puzyńska "Z jednym wyjątkiem"

Po długiej przerwie ponownie wróciłam do Lipowa za sprawą powieści "Z jednym wyjątkiem" Katarzyny Puzyńskiej. Lipowo to oprócz nazwy serii kryminałów, miejscowość gdzie dzieje się akcja wspomnianych książek. 


Opis: "Po zimie w Lipowie nie zostało już śladu. Wiosna przejmuje świat w swoje władanie. Kwitną kasztanowce, a na polach szumi zielone jeszcze zboże. Przy tej sprzyjającej aurze młodszy aspirant Daniel Podgórski zamierza nareszcie zmienić swoje życie i oświadczyć się Weronice Nowakowskiej.
Tymczasem w okolicach Lipowa umiera pewna kwiaciarka. Kobieta jest już wiekowa, więc jej śmierć początkowo nie wydaje się podejrzana. Z jakiegoś powodu jednak ratowniczka medyczna z karetki pogotowia wezwanej przez sąsiadkę zmarłej nalega na natychmiastowe sprowadzenie policji. Szybko okazuje się, że kobieta miała rację, a kwiaciarka została zamordowana. Daniel Podgórski i komisarz Klementyna Kopp stają przed kolejnym trudnym zadaniem. Kto mógł życzyć śmierci samotnej starszej pani? Dlaczego wytatuował jej na piersi trudny do odcyfrowania napis? Co ma z tym wszystkim wspólnego historia pary młodych ludzi sprzed ponad stu sześćdziesięciu lat?
"Z jednym wyjątkiem" to czwarty tom serii o policjantach z niewielkiej wsi Lipowo. To trzymające w napięciu klasyczne kryminały psychologiczne z mocnym tłem obyczajowym."


Zdjęcia nie oddają tego jaka ta książka jest gruba! Określiłam ją mianem cegły i trochę z obawą do niej podchodziłam. Nie lada wyczynem jest przeczytać coś tak obszernego, chyba że... akcja powieści nas pochłonie. Właśnie tak było w tym przypadku.
Autorka umiejętnie połączyła wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości. Mamy tutaj rozgrywkę szachową w roku 1850, lata 70 XX wieku i wiosnę 2014 roku. Od początku tej lektury zastanawiałam się, jaki związek ze sprawą ma słynna rozgrywka szachowa sprzed stulecia. Mój umysł nie byłoby w stanie wymyślić takiego związku i to wszystko było spójne! Mistrzostwo. 

Również temat szachów wydał mi się bardzo nowatorki i rzadko spotykany w lekturach, które czytam, a rocznie jest ich sporo. Wiem, że teraz jest "Gambit królowej", ale ta książka została wydana przed fenomenem wspomnianej wcześniej pozycji. Myślę, że wątek szachowy dla miłośników tej gry będzie bardzo interesujący i umilający lekturę. 

W tym tomie czuć już, że pani Puzyńska z każdą kolejną książką rozwija sagę i ewaluuje. Coraz płynniej i przyjemnie mi się to czyta. Mimo wielu bohaterów nie gubię się w akcji, bo część z nich powiela się z poprzednich książek, a nowi wprowadzani się w bardzo sprawnie do akcji. Myślę również, że czytelnik, który nie czytał poprzednich części odnalazł by się w tym kryminale, gdyż pojawiają się krótkie opisy losów naszych bohaterów.

Zawsze przy tego typu książkach boję się, że wątki obyczajowe przytłoczą zagadkę kryminalną, a w tej serii nie dominują. Są jedynie ciekawym urozmaiceniem akcji. Natomiast śledztwo posuwa się powoli i stopniowo zostaje ujawniona nam prawda.

Wiecie co jest najdziwniejsze w tej serii? Ja nie lubię większości stałych bohaterów. Daniel, który uwielbia słodkości i trudno rozstać mu się z mamusią. Mało w nim stanowczości i męskości. Klementyna - złośliwa starsza pani, która czuje się samotna i wszystkich do siebie zniechęca. Nie okazuje za grosz pozytywnych zachowań. Maria - mama Daniela, która wszystkim wciska własne wypieki i dba o domową atmosferę. Weronika - niby nowoczesna i samodzielna kobieta, ale... no właśnie coś mi w niej nie pasuje i nie przepadam za jej osobą. Może w dalszych częściach wyrobię sobie dalszą opinię. Być może moja niechęć to sukces autorki, bo jej postacie posiadają cechy, które mnie irytują.



Jeśli chodzi o kolejny tom "Utopce", to trudno mi przewidzieć kiedy po niego sięgnę. Nie mam go jeszcze w swojej biblioteczce, ale to kwestia czasu. Przyznam, że z jeszcze większym zaciekawieniem do niego zajrzę, ponieważ autorka wpadła na ciekawy pomysł. Mianowicie zostawiła nas z zapowiedzią zagadki, która czeka bohaterów w kolejnym tomie. 

A jak Wasza przygoda z Katarzyną Puzyńską? Rozpoczęliście, czy nie znacie twórczości tej autorki? U mnie w czołówce polskich autorów jeśli chodzi o ten gatunek. 


Miłego dnia!
Angelika





poniedziałek, 1 listopada 2021

Saga o Fjallbece (tom 4) Camilla Lackberg "Ofiara losu"

W stylu pisania autorki jest coś takiego, że jej dzieła czyta się płynnie, nie ma tutaj niepotrzebnych opisów i przesadnej ilości dialogów. Camilla Lackberg ma bardzo lekkie pióro i talent do podtrzymywania ciekawości czytelnika.


Opis: "Policja w Tanumshede bada wypadek samochodowy. To, co wygląda na tragiczne zdarzenie bez śladów niecnych intencji, okazuje się czymś całkowicie innym. Kiedy dochodzi do kolejnego, równie tajemniczego zdarzenia, pojawia się hipoteza - a jeśli ofiary obu wypadków zamordowano? Policja w Tanumshede ma pełne ręce roboty, tym bardziej, że w mieście kręcony jest telewizyjny reality show. Obecność kamer podsyca konflikt między „gwiazdami” i miejscową społecznością. Czy zabójca kryje się w małej grupie głodnych mediów ludzi współpracujących z programem? Patrik Hedström ma problem z tą sprawą. Jednocześnie zajęty jest przygotowaniami do zbliżającego się ślubu z Ericą. Czas i wysiłek poświęcony na planowanie tego wydarzenia przeradza się we frustrację i stres. Napięcie jest tym większe, że u Patrika i Eriki mieszka jej siostra Anna z dziećmi. Niełatwo jest poradzić sobie z drobnymi kompromisami codziennego życia i ściganiem zabójcy, co widać szczególnie wyraźnie, kiedy Erica zaczyna podejrzewać, że Anna interesuje się całkowicie nieoczekiwanie jedną z osób z kręgu jej przyjaciół..."

"Ofiara losu" to czwarty tom serii o Fjallbece wydawnictwa Czarna Owca. Poprzedni tom pt. "Kamieniarz" zakończył się na wątku Anny, który pozostawił mnie w osłupieniu. Nie mogłam doczekać się kiedy poznam dalsze jego losy. Niestety w tym przypadku się rozczarowałam. Owszem poznałam dalsze losy bohaterów, ale spodziewałam się czegoś innego.

W tej części Patryk mierzy się z dwoma morderstwami. Pierwsze wygląda na zwyczajny wypadek samochodowy, ale policjantowi od początku coś nie pasuje. Natomiast drugie ciało zostaje znalezione w śmieciach i tutaj nie ma wątpliwości co do tego, że ofiara została zamordowana. Równocześnie w miasteczku filmowane jest reality show, a główni bohaterowie przygotowują się do ślubu. Jeśli lubicie połączenie kryminału z elementami powieści obyczajowej to dobrze trafiliście.

Czyta i słucha się bardzo lekko i nie można się oderwać, bo lektura jest bardzo dobrze napisana. Jednakże dla mnie był to najsłabszy tom z sagi, który czytałam. Może wpłynęły na to wątek ślubu, który momentami mnie irytował i reality show. Tutaj mogliśmy obserwować zachowanie i wypowiedzi uczestników, którzy zachowywali się podobnie do niektórych 12-latków. Byli bardzo infantylni i oderwani od rzeczywistości.

Domyśliłam się również kilku wątków, ale nie ukrywam, że zakończenie rozjaśniło mi cały obraz sytuacji. Moje zdanie, że była to najsłabsza książka z tej sagi nie jest równoznaczne z tym, że mi się nie podobała. Z pewnością sięgnę po kolejne tomy z tej serii, bo mimo wszystko była to bardzo przyjemna lektura. 

Pozdrawiam!





niedziela, 24 października 2021

Nowa cykl książek od Camilli Lackberg "Złota klatka"

Oczywiście swoją przygodę z Camillą Lackberg rozpoczęłam od "Księżniczki z lodu". Seria oczarowała mnie, ale po dłuższej przerwie mam takie uczucia, że pędzi ona nieśpiesznie i w jednym tempie. Miałam sięgnąć za czwarty tom powyższej serii, więc "Złota klatka" na półce czekała kilka miesięcy. Teraz sięgnęłam po nią w formie audiobooka. "Złota klatka" to pierwsza książka z serii "Faye" wydawnictwa Czarna Owca.


Opis pochodzi ze strony lubimyczytac.pl: "Pierwsza część nowej serii królowej szwedzkiego kryminału.

Inteligentna i piękna Faye ma wszystko – wspaniałego męża, ukochaną córeczkę i luksusowy apartament w najlepszej dzielnicy Sztokholmu. Jednak pozory mogą mylić... Jej idealne życie to w rzeczywistości desperackie próby zadowolenia Jacka. Dręczona przez mroczne wspomnienia z Fjällbacki, Faye coraz częściej czuje się jak zamknięta w złotej klatce. Nie może pozbyć się wrażenia, że poświęciła swoje ambicje na rzecz mężczyzny, który coraz bardziej się od niej oddala.

Kiedy Jack i ich córka Julienne nie wracają z rejsu łodzią, a policja dostrzega w mieszkaniu kałużę krwi, podejrzenie szybko spada na męża Faye. Co przed nią ukrywa? Czy zabił własną córkę? Nic w życiu Faye nie będzie już takie, jak do tej pory.

„Złota klatka” to trzymający w napięciu thriller o determinacji, sile charakteru i brutalnej zemście." 

Jak ja żałuję, że dopiero teraz sięgnęłam po tą książkę! Fantastycznie się jej słuchało. Od pierwszych słów autorka wzbudziła moje zainteresowanie, które utrzymywało się przez całą historię. Powieść rozpoczyna się jak obyczajówka, a akcja płynie bardzo leniwie, ale wzbudza ciekawość. Czuć również, że kryje jakąś mroczną tajemnicę.

Główna bohaterka to z pozoru pusta lalka, której zadaniem jest dobrze wyglądać przy swoim bogatym i wpływowym mężu biznesmanie. Spędza czas na spotkaniach z koleżankami i dbaniu o urodę, a także dba o dom i córkę. Jednakże to tylko pozory - w środku skrywa się niezwykle inteligentna, błyskotliwa, zaradna i przebiegła kobieta.  Według mnie postacie są świetnie wykreowane. Idealnie oddają atmosferę i obraz osób z wyższych sfer, które zamieszkują Sztokholm. 

Ciekawym zabiegiem jest również przedstawienie akcji na dwóch, a nawet trzech płaszczyznach czasowych: wypadku, życia w Sztokholmie i wspomnień z rodzinnego domu. Fabuła jest rozbudowana, a wątki spójne. Nie ma tutaj miejsca na nudę, bo trzyma w napięciu od pierwszych stron. Zakończenie otwiera nam oczy na wszystkie wydarzenia i wyjaśnia działania bohaterów.



Znajdziecie tutaj thriller o tym do czego pcha nas zdrada i chęć zemsty, a także dużo feministycznych poglądów, ale ostrzegam autorka potrafi tak budować napięcie, że nie będziecie mogli się oderwać. Cały czas nie rozumiem tych średnich ocen na lubimyczytać.pl. Bardzo dużo czytam i coraz rzadziej coś tak bardzo podoba mi się jak powyższa książka. Może to idealny czas dla niej? Dla mnie fantastyczna powieść! 

niedziela, 17 października 2021

Komisarz Jakub Mortka w powieści 'Farma lalek' Wojciecha Chmielarza

"Farma lalek" to druga cyklu o komisarzu Jakubie Mortce, a kolejna z serii "Ze strachem" Wojciecha Chmielarza. Okładka ostaje od reszty poprzedniej z tego cyklu, czyli "Podpalacza", bo nie doczekała się jeszcze aktualizacji i bardzo szkoda. Uwielbiam jak książki na półce zachowane są w jednym stylu - szczególnie ich grzbiety. 



Jeśli znacie twórczość Wojciecha Chmielarza to wiecie, że jego kryminały trzymają w napięciu i bardzo dobrze się je czyta. Jeśli nie znacie to już wiecie, a więcej dowiecie się poniżej. Przejdźmy zatem do opisu książki z okładki.

Opis: "Krotowice - miasteczko zagubione gdzieś w Karkonoszach. Jedenastoletnia Marta nie wraca do domu na noc. Policja rozpoczyna poszukiwania i szybko odnajduje pedofila, któy przyznaje się do gwałtu i zabójstwa. Ale to tylko początek. Stare uranowe sztolnie kryją bowiem wiele tajemnic.
Dla komisarza Jakuba Mortki staż w Krotowicach miał być odpoczynkiem i spokojną chwilą na przemyślenie własnego życia. Zamiast tego będzie zmuszony szukać sprawcy makabrycznej zbrodni, której okrucieństwo przerasta wszystko, z czym do tej pory się spotkał."

Nasz komisarz Jakub Mortka trafia na "staż" do Krotowic, które znajdują się w malowniczych Karkonoszach. Jego zesłanie miało być spokojną pracą w małym miasteczku, gdzie nigdy nie było większych przestępstw, aż do teraz. Niestety przyjdzie mu się zmierzyć z największą sprawą, jaką widzieli tamtejsi policjanci, a do tego nadal będzie musiał zmagać się z własnymi problemami i słabościami. 

Akcja tej książki dzieje się w pięknych okolicznościach przyrody - akurat miałam okazję w trakcie czytania znajdować się w Karpaczu i podwójnie czerpać przyjemność z czytania. Została tutaj idealnie oddana atmosfera prowincjonalnego miasteczka. Sama akcja długo się rozkręca, co nie oznacza, że źle się czyta tę powieść. Książka nie męczy, a strony lecą jedna za drugą. Kolejny raz autor udowodnił, że ma lekkie pióro, które przyciąga uwagę czytelnika. Nie znajdziemy tu zbyt długich opisów, które są zazwyczaj niepotrzebne.

Zagadka, którą skrywa rozpracowywana sprawa trzyma w napięciu i autor tak prowadzi akcję, że trudno wytypować sprawcę. Bohaterowie mają złożone osobowości, nie są jednopłaszczyznowi na czym powieść wiele zyskuje. Sam komisarz Mortka jest bohaterem, którego trudno polubić. Jako człowiek i policjant posiada wiele wad, ale przez to staje się dla czytelnika bardziej ludzki. No może oprócz momentów, gdzie autor przekoloryzował w moim odczuciu akcje i dzieją się tam rzeczy, które czynią z naszych bohaterów osoby niezniszczalne i niepokonane. 



Powieść idealna na jesienne wieczory. Nie powaliła mnie na kolana, ale nadal określiłabym ją mianem bardzo dobrej książki, przy której spędzicie bardzo miło czas. Z pewnością nie jest to moje ostatnie spotkanie z komisarzem Mortką, ale ja ostatnio lubię robić sobie przerwy z niektórymi bohaterami, żeby bardziej zatęsknić. Też tak czasami macie?

czwartek, 7 października 2021

Szczęśliwy poranek zmienia wszystko - Robin Sharma "Klub 5 Rano"

"Klub 5 Rano" Robina Sharmy to opowieść o tym jak szczęśliwy poranek zmienia wszystko i sprawia, że stajemy się ludźmi sukcesu. Zakupiłam tę książkę po tym jak przeczytałam dwie pierwsze strony stacjonarnie w empiku. Stwierdziłam, że poranki to bardzo trudny dla mnie czas i przed 6 nie funkcjonuję, więc może ten poradnik zmieni coś w moim życiu.



Opis: "Robin Sharma opowiada o tym, jak ludzie sukcesu, wielcy geniusze oraz tytani biznesu zaczynają dzień. Poranna praktyka Robina Sharmy pomaga wstawać o świcie, umożliwiając spokojne wejście w dzień, Dzięki radom autora zyskujemy cenny czas na myślenie, ćwiczenia, rozwój osobisty i kreatywne działanie.

W każdym życiu, zwłaszcza w najtrudniejszych chwilach, drzwi możliwości oraz bramy do magii otwierają się szeroko, udowadniając, że wszystkie nasze przeżycia to wynik pewnego inteligentnego, często nielogicznego planu, który ma na celu przybliżyć nas do naszych największych mocy, najwspanialszych okazji oraz wyższego celu. Wszystko, czego doświadczamy, podczas podróży przez życie, w gruncie rzeczy jest genialnie zaprojektowane, abyśmy poznali nasze najprawdziwsze talenty, odkryli nasze prawdziwe "ja" oraz lepiej poznali wspaniałego bohatera, który żyje w każdym z nas. Tak, w każdym z nas. Także w tobie."

Kto nie lubi - niech nie czyta opisu. Ja jednak chciałabym się do niego odwołać, bo wprowadził mnie w błąd. Oczekiwałam poradnika z gatunku samorozwojowych, który zmotywuje i zainspiruje mnie do działania. Co otrzymałam? Opowieść o biznesmence i artyście z wątkiem romantycznym. Jakie było moje zaskoczenie, gdy zaczęłam czytać i okazało się, że powyższa książka ma formę powieści.

"Klub 5 rano" rozpoczyna się w momencie, gdy nasi główni bohaterowie - artysta i biznesmenka spotykają się na wykładzie Zaklinacza Słów i w momencie nieoczekiwanej przerwy spotykają bezdomnego, który zaprasza ich na swoją wyspę. Oczywiście oboje zgadzają się i dopiero na wyspie dowiadują, że człowiek przebrany za bezdomnego w rzeczywistości jest milionerem i postanawia nauczyć ich, jak osiągnąć sukces porównywalny do jego sukcesów. Każde wydarzenie i dzień zostaje przerywany przez sporą ilość sloganów typu: nie spędzaj za dużo czasu w mediach społecznościowych, porzućmy przeciętność i wszystko, co zwyczajne.

Każdy rozdział przeładowany jest cytatami. Tutaj przyznam Wam się, że z papierowej wersji przerzuciłam się po 100 stronach na audiobook, bo nie byłam w stanie skupić się na czytanej treści. Mądrości były przedstawione w sposób nijaki i nudny. Niestety słuchając audiobooka nie było lepiej. Książka była męcząca i niestety nie zainspirowała mnie ani nie zmotywowała do wstawiania o 5 rano. Zawierała mnóstwo niepotrzebnych dialogów i dyskusji, które nie miały żadnego merytorycznego sensu. Dialogi przy tym były nienaturalne, a poczucie humoru autora niestety nie w moim guście.

Autor w dziwny sposób przedstawia zalety wczesnego poranka. Dla mnie nieatrakcyjny i nie do przejścia. Wartościowych treści było zdecydowanie mniej,  niż sama książka zawierała stron. Po co tak męczyć czytelnika i dodawać niepotrzebną treść? Może gdyby wskazówki z tej książki zostały przedstawione w inny sposób, to zmieniłabym zdanie o niej. Teraz niestety jestem na nie i nikomu nie będę polecać tej pozycji.



Wiem, że wiele osób uważa iż pisanie o nieciekawej książce jest marnowaniem czasu i energii, ale mi zależało na czymś. Chciałam pokazać, że nie wszystkie pozycje trafiają w mój gust i na mojej półce pojawiają się buble. Straciłam czas, żeby ją przeczytać, to te dodatkowe 20 minut zbyt wiele nie zmieni w moim życiu, a przynajmniej może Wy zaoszczędzicie swój czas. 

Pozdrawiam!

czwartek, 30 września 2021

Dorota Milli "To jedno zdjęcie"

Zabierając się za lekturę Doroty Milli "To jedno zdjęcie" odhaczyłam kolejną pozycję na mojej półce, która czekała na swój debiut bardzo długo. Nie zabierałam się za nią wcześniej, ponieważ chyba jej objętość mnie odstraszała. Nie wiedziałam też czego mam się spodziewać w środku, ponieważ nie czytałam nic wcześniej powyższej autorki. 


Teraz po lekturze mogę Was ostrzec przed przeczytaniem opisu książki. Czytajcie go na własną odpowiedzialność, ponieważ nie wprowadza do historii, a praktycznie ją streszcza.

Opis: "Eugenia Lipiec dobrze wie czego chce, i zwykła sięgać po to bez wahania. Gdy dostaje propozycję wyjazdu do Londynu, nie zastanawia się długo i wyrusza w drogę, która ma ją zaprowadzić na szczyt świata mody. Podąża za marzeniem by zostać top model. Nie jest to jednak łatwe, tym bardziej, że gdy trzeba iść na ustępstwa, wrodzona duma lubi wpędzać ją w coraz to większe kłopoty... Spragniona przygód Eugenia rzuca się w wir wydarzeń. Gdy na drodze do szczęścia spotyka mężczyznę, który pochodzi z odmiennego świata, w którym królują prawo i porządek, z wrodzonym wdziękiem postanawia przeciągnąć go na swoją stronę, świetnie się przy tym bawiąc. Spokojny Tom i żywiołowa Eni razem odkrywają sekrety Londynu, przy okazji poznając swoje własne. Dokąd ich to zaprowadzi? Pokaże to jedno, wyjątkowe zdjęcie."

"To jedno zdjęcie" to literatura obyczajowa i romans. Dwa gatunki, które czytam. Szczególnie romanse są bliskie mojemu sercu, a z literaturą obyczajową bywa różnie, ale często przyjemnie kończą się nasze spotkania. Zerkając na lubimyczytać.pl pozycja ta ma wysokie noty, bo prawie 7/10 - i tym często sugeruję się sięgając po jakąś książkę.

Zacznijmy od końca, czyli od tego, że powieść ukazuje co może się stać, gdy żyje się beztrosko, pogardliwie traktuje ludzi, nie rozwiązuje spraw do końca i unosi się dumą i chęcią odniesienia sukcesu, a także odmawia się przyjęcia pomocy.

Autorka tej książki ma jakieś upodobanie do nietypowych imion, a wręcz dziwacznych. Wiem, że staropolskie imiona wracają, ale tyle równocześnie w jednej powieści? Macie grupę przyjaciół, którzy nazywają się Eugenia, Lukrecja, Florentyna, Tomisław, Drogomir? Nie sądzę. Chyba, że jesteście mocno po sześćdziesiątce.  Czy w innych książkach autorki też jest tyle staropolskich imion?

Nie poczułam również sympatii do głównej bohaterki. Eugenia, a raczej nasza Eni to młoda, niedojrzała, momentami bezczelna i cyniczna osoba. Skupiona na sobie i osiąganiu własnych celów. Jest bardzo lekkomyślna i zapatrzona w siebie. Trudno polubić taką osobę, gdy człowiek na każdym kroku widzi jej wady i błędy.

Znajdziemy tutaj bardzo dużo opisów różnych miejsc z miasta Londyn. Widać sympatię autorki do tego miasta. Niestety nie wprowadza to dynamiki do rozwleczonej akcji. Muszę to napisać... w tej powieści mało się działo i momentami było nudno. Dla mnie przede wszystkim tematyka była nudna i płyta.

Nie interesuje mnie świat mody, a w 80% akcja skupia się ona na życiu modelek. Jak wyglądają trudy pracy modelki, jej dzień, dieta, terminy i relacje z bookerem, który przygotowuje je do pracy w branży i wspiera ją na każdym etapie.

Niestety nie zostałam zachęcona by sięgnąć po inne książki autorki. Być może zaczęłam od najsłabszej albo typowo nie w moim guście, ale tej mówię NIE. Musiałam wspomagać się audiobookiem, żeby ją skończyć. Jeśli moja opinia jest krzywdząca dla autorki, to napiszcie swoje opinie.

Pozdrawiam!



 

sobota, 25 września 2021

Seria "Powrót" tom 3 pt. "Gaja" autor Karolina Wójciak

Moją przygodę z tą sympatyczną i rozgadaną autorką - Karoliną Wójciak, rozpoczęłam od serii Powrót. Zamówiłam całą serię, bo lubię mieć na półce wszystkie tomy i wzięłam się za "Bruna". Po dwóch miesiącach sięgnęłam po "Ernesta" i po kolejnych dwóch za "Gaję". Czemu w takich odstępach czasowych? Ponieważ dawkowałam sobie przyjemność z czytania tej wielowątkowej i wielogatunkowej powieści. 



Opis z okładki: " Gaja wychowała się w atmosferze skrzętnie skrywanych przed światem tajemnic, omawianych jedynie szeptem nad jej głową. Była świadkiem przemocy, a potem nauczyła się żyć w domu, w którym jedynie pozornie zapanował spokój. Wydawało jej się, że może ufać rodzicom i mieszkającym w domu obok Sianeckim. Jednak najbardziej ranią ją najbliżsi. Kiedy więc musi się zmierzyć z najtrudniejszym momentem w jej życiu, zostaje sama.

Ernest, nie mogący poradzić sobie z własnymi demonami przeszłości, odpycha dziewczynę od siebie. Czy uczucie, jakie połączyło Ernesta i Gaję przetrwa tę trudną próbę? Czy mogą sobie nawzajem zaufać? Czy tragedie, jakie miały miejsce w ich domach, rozdzielają ich na zawsze?"

Książki z tej serii trudno zakwalifikować do jednego gatunku literackiego. Kryminał? Też. Romans? A owszem. Dramat? W pewnym sensie. Powieść psychologiczna? Niekoniecznie, ale zawiera wiele wątków psychologicznych. Znajdziemy tutaj opis przyjaźni, pierwszej miłości, trudnych relacji z rodzicami, kłamstwa, przemoc domową, życie w małym miasteczku, przeżycia z Afganistanu i wiele innych.

Nie jest to seria bez wad. Zdaję sobie sprawę, tym bardziej gdy dużo czytam kryminałów, że niektóre wątki były mało realne dla polskiej rzeczywistości. Przykładem może być wątek z Antkiem i Gają - policjant prowadzący śledztwo i mieszkający w domu podejrzanych/oskarżonych. Kolejny wątek to szkoła, ale tutaj musiałabym zaspoilerować. Tłumaczę to sobie tym, że jest to fikcja literacka i autorka na potrzeby powieści może zmieniać rzeczywistość.

W tej części znajdziemy odpowiedzi na wszystkie zagadki z tej serii, a także nowe wątki, które dopiero pojawiły się w "Gai".

Seria ta bardzo mocno skłania nas do refleksji nad przemocą domową, tym co skrywa się w niektórych domach i jaki wpływ ma to na członków rodziny. Osobiście cały czas zastanawiałam się nad Ernestem. Był bliższy mojemu sercu, niż Gaja. Zastanawiałam się ile jest w stanie znieść jeden człowiek, gdy non stop coś spada na jego barki. Natomiast nasza tytułowa bohaterka była dla mnie mało wiarygodna - z jednej strony jeszcze dziecinna, a z drugiej zbyt mało wykazywała emocji, a zbyt dużo kierowała się rozumem i mocnym kręgosłupem moralnym. Od razu stawiałam 17-letnią siebie na jej miejscu i miałam w głowie inne wyobrażenie reakcji na wydarzenia, ale z drugiej strony mnie ukształtowało inne dzieciństwo, inni rodzice. Każdy z nas pewnie postąpił by inaczej, bo wpływ na to ma mnóstwo czynników.

Jeśli chodzi o takie techniczne aspekty, to czcionka jest optymalna, rozdziały krótkie, a wszystko czyta się błyskawicznie. Historia opowiadana jest z dwóch perspektyw Gai i Ernesta. Każdy rozdział nosi tytuł ich imienia i wiemy, kto aktualnie opowiada.

Z pewnością nie jest to moje ostatnie spotkanie z autorką. Uwielbiam oglądać jej stories na Instagramie - bardzo gadatliwa i sympatyczna osoba. Nie mogę doczekać się kiedy zdobędę jej najnowszą książkę, a zaplanowałam to na miesiąc październik.



Miłej lektury :)





piątek, 27 sierpnia 2021

Stuart Turton "Demon i mroczna toń"- czy to kolejna rewelacyjna powieść kryminalna z nutką magii?





Kto z Was czytał "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" i również zachwycił się tym kryminałem z elementami fantastyki? Ja byłam oczarowana tamtym światem! Nikogo zatem nie powinny dziwić moje oczekiwania względem najnowszej książki autora pt. "Demon i mroczna toń". Oczekiwałam czegoś podobnego, ale z drugiej strony zaskakującego.

Akcja powieści dzieje się w XVII w. w roku 1634. Z Batawii do Amsterdamu wyrusza siedem statków należących do Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Pasażerami jednego ze statków, Saardama, jest między innymi: gubernator kolonii, jego żona i córka, a także kochanka. Jako więzień zostaje przewożony także słynny detektyw Samuel Pipps i oddany mu uczeń i ochroniarz Arent Hayes.

Przed wypłynięciem na morze tajemniczy trędowaty zwiastuje, że statek nie dotrze do celu. Nikt nie bierze jego słów poważnie, dopóki na statku nie zaczynają dziać się zatrważające rzeczy...

Kim jest tytułowy demon i czego chce od pasażerów?



Jeśli ktoś szukał w tej powieści realiów żeglugi i życia na statku w XVII w. mógł zostać bardzo rozczarowany. Autor nie opisał niczego interesującego, a nawet mam wrażenie, że nie przygotował się odpowiednio z tego tematu. Sama nie byłam zainteresowana tą dziedziną, ale chętnie poznałabym podstawowe informacje.

Przykro mi to pisać, ale po lekturze czuję się bardzo rozczarowana, znudzona i zmęczona. Książka była dla mnie dziwna w odbiorze i bardzo mi się dłużyła - szczególnie pierwsza część. Według mnie znajdowało się w niej mnóstwo zbędnej treści. Przez całą powieść ogarniał mnie mrok i ponura atmosfera. Może to było celowe zamierzenie autora, ale mnie nie przyciągało do tej książki. Mam wrażenie, ze cała fabuła została słabo poprowadzona.

Same postacie były niejakie i brakowało im charakteru i takiego zagłębienia w ich psychikę. Przez co trudno było się w kogokolwiek wczuć. Założyłam również, że w XVII wieku w dialogach będzie wyczuwalne pochodzenie bohaterów. Nie było. Dialogi wszystkich bohaterów odbywały się w podobnym tonie i z wykorzystaniem podobnego słownictwa.

Zazwyczaj przy tego typu lekturach nadrabia zakończenie. Tutaj niestety też nim jestem rozczarowana. Nie podobało mi się.

Największym atutem tej powieści jest okładka. Ona jest wręcz magiczna i wyjątkowa. Przepięknie prezentuje się na półce. Te złote litery, te kolory. Kupiła mnie w całości. Niestety pięknie ubrana historia mnie nie kupiła. Widocznie nie w moim guście albo w złym okresie ją przeczytałam.



Chętnie poczytam o Waszych odczuciach o tej powieści. Macie podobne zdanie, czy całkowicie inne? Na lubimyczytać.pl widziałam mnóstwo pozytywnych opinii i jestem zaskoczona. Widocznie znowu jestem w mniejszości. 


poniedziałek, 23 sierpnia 2021

"Narzeczona na dłużej" Monika Serafin

Krótka opinia o książce Moniki Serafin "Narzeczona na dłużej"

źródło: https://wydawnictwoniezwykle.pl/narzeczona-na-chwile-narzeczona-na-dluzej

Jednym z pierwszych audiobooków, które przesłuchałam na EmpikGo była "Narzeczona na chwilę". Powieść lekka, przyjemna i romantyczna. Opowiadała o losach Mackenzie Wilson i Quintena Warricka. Panna Wilson pracuje jako sprzątaczka, żeby utrzymać siebie i swoją siostrzenicę. Zatrudniona w firmie pana Warricka pewnego dnia otrzymuje nietypową propozycję. Ma udawać narzeczoną prezesa...

Pierwsza część nie zachwyciła mnie, ale spędziłam przy niej mile czas i z sentymentu, a także ciekawości jak potoczyły się dalsze losy bohaterów postanowiłam sięgnąć po drugi tom pt. "Narzeczona na dłużej". 

Niestety drugi tom okazał się być pisanym na siłę. Nie chcę spoilerować wydarzeń, ale dla mnie wszystko działo się za szybko, a niektóre wydarzenia mam wrażenie, że zostały dodane, żeby książka zwiększyła objętość. Zabrakło mi napięcia, które było w pierwszej części. Najważniejsze kwestie zostały rozwiązane na początku książki, więc druga część powieści wygląda jakby autorce zabrakło pomysłu.

Natomiast jeśli spojrzeć na te dwa tomy, jako debiut pisarki to oczekuję, że autorka rozwinie swoje pióro i powstanie coś w tym stylu, ale jeszcze ciekawszego i pełnego emocji.

niedziela, 22 sierpnia 2021

Czarna Owca Medycyny, czyli nieopowiedziana historia psychiatrii

Czy są tu osoby, które tak jak ja, zachwycają się serią Wydawnictwa Poznańskiego pt. "Zrozum"? Ich książki fantastycznie wyglądają na regale. Idealnie ze sobą współgrają i mają bardzo ciekawą szatę graficzną. Dobrze, ale czy treść wewnątrz jest również interesująca?

Po "Co nas (nie) zabije" i "I (nie) żyli długo i szczęśliwie" przyszła pora na zapoznanie się z książką autorstwa Jeffrey'a A. Liebermana i Ogiego Ogasa pt. "Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii".


Według okładki z tej książki dowiemy się:
  • Co łączy Zygmunta Freuda ze Steve'em Jobsem?
  • Jak wyglądały prehistoryczne przypadki trepanacji czaszki?
  • Dlaczego choroby psychiczne leczono lobotomią?
  • Co wspólnego ma gangster Al Capone z kompozytorem Robertem Schumannem?
Opis: "Przez lata psychiatria uchodziła za czarną owcę medycyny. Wizyta u psychiatry była ostatecznością i często wiązała się z ostracyzmem społecznym. Nie pomagał fakt, że powstające teorie dotyczące leczenia schorzeń psychicznych często były ze sobą sprzeczne.

Jeffrey A. Lieberman - były szef Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego - prowadzi nas, wręcz w detektywistyczny sposób, przez historię jednej z najciekawszych dziedzin medycyny. Pokazuje trudności, przed którymi stawali psychiatrzy, próbując znaleźć przyczyny chorób i sposoby na skuteczne ich wyleczenie. Ale przede wszystkim opowiada o tym, jak długo psychiatrzy musieli walczyć o udowodnienie tego, że choroby, którymi się zajmują, istnieją naprawdę."


Zanim przejdziemy do bardziej szczegółowej recenzji, wytłumaczmy sobie jedno. Ten poradnik ma na celu odczarować złą sławę, jaką jest obdarzona psychiatria. Uświadomić ludziom, że nie należy stygmatyzować ludzi chorych psychicznie i należy ich leczyć, a nie ukrywać ich chorobę.

Przejdźmy zatem do bardziej szczegółowej opinii. Przypominam, że każdy subiektywnie odbiera daną lekturę, a na odbiór ma wpływ mnóstwo czynników, dlatego nie musimy tak samo oceniać danej książki.

Sięgając po "Czarną owcę medycyny" spodziewałam się znaleźć tam historię danej dziedziny medycyny i osobliwe przypadki chorób psychicznych oraz ich sposoby leczenia. Obie te rzeczy znalazłam w tym poradniku, ale dla mnie zdecydowanie zbyt mało było przypadków chorób, a te części należały do najciekawszych.

Książka pod względem prezentowanych treści jest bardzo nierówna. Część informacji to powszechnie znane fakty idealne dla laików. Natomiast druga część zawiera specjalistyczne informacje, które mogą być mało ciekawe i zrozumiałe dla osób z poza branży. Pierwsza część zawiera również mnóstwo nużących faktów na przykład o podręczniku psychiatrycznym. Przez to wszystko moje zainteresowanie lekturą rosło i malało w zależności od prezentowanej treści. W pewnym momencie tak mnie ten poradnik znudził, że porzuciłam go na dłuższy czas.

Na szczęście wróciłam do niego i dotarłam do drugiej części, która jest zdecydowanie bardziej ciekawa dla czytelnika, który niewiele ma wspólnego z psychiatrią. Autor uświadamia nam jak wiele zmieniło się w tej dziedzinie medycyny w przeciągu kilkudziesięciu lat i jak wiele jeszcze jest do zrobienia.

Jeśli mam ją oceniać jako całość, to jest to ważna lektura, która tłumaczy nam pewne choroby i to jak ważne jest podjęcie leczenia, jak ono może wpłynąć na komfort życia i stan zdrowia człowieka. Z drugiej strony psychiatria nadal traktowana jest jako gorsza dziedzina medyczna, ale musimy mieć nadzieję, że z biegiem lat będzie coraz lepiej, a my będziemy posiadać coraz większą świadomość z zakresu psychiatrii. 


 

piątek, 19 października 2018

57/2018 Jessica Park "180 sekund"

Recenzowana dzisiaj książka jest 57, którą przeczytałam w tym roku. Od 2017 roku prowadzę zeszyt, w którym odnotowuję przeczytane książki. Zamieszczam tam liczbę wszystkich przeczytanych książek (od początku 2017 roku) i tych w danym roku. Oprócz tego znajduje się w nim informacja o autorze, tytule i dacie przeczytania. Wygląda przykładowo to tak: 100.57. Jessica Park "180 sekund" 10.10.2018r. Kto z Was prowadzi podobną listę?

Jessica Park "180 sekund"


Grafika pochodzi z: https://www.empik.com/180-sekund-park-jessica,p1183228854,ksiazka-p

niedziela, 26 listopada 2017

Herve Tullet TURLUTUTU - najlepszy autor i seria książek dla dzieci

Jak to się stało, że mamy już 26 listopada? Do świąt został niecały miesiąc, a że jest to dla mnie najbardziej intensywny czas w roku, to minie błyskawicznie. U Was też przed świętami jest tak intensywnie, że nawet nie ma kiedy odetchnąć i nacieszyć się atmosferą przedświąteczną? Jeśli nie, to ogromnie zazdroszczę, bo uwielbiam ten okres i nawet powiedziałabym, że to oczekiwanie jest lepsze, niż same święta. Uwielbiam kupować prezenty! I w tym okresie mogę się pod tym względem wyżyć.



Dzisiejszy wpis będzie dotyczył prezentu, który "zamówiłam" u Mikołaja dla mojej prawie 3 letniej siostry. Z racji tego, że jestem miłośniczką książek, jednym z najczęstszych prezentów, które kupuje są książki. Chciałabym wszystkich zarazić moją miłością do czytania, ale nie zawsze się to udaje. Moja siostra należy do takich opornych osób. Jeszcze 3 miesiące temu dostawała szału, gdy zaczynałam jej czytać, ale posiadamy jedną wyjątkową książkę pod tytułem "NACIŚNIJ MNIE" Hervego Tulleta, którą uwielbia.

środa, 26 lipca 2017

25/ Samantha Young OSTATNIA SZANSA - recenzja

Książkę, o której będzie dzisiaj mowa, zakupiłam na kiermaszu w Biedronce. Nastawiłam się na zakup kryminałów, a wyszłam wtedy z dwoma książkami o tematyce całkiem innej.  Wybrałam książkę:

* Samanthy Young OSTATNIA SZANSA

* Richarda Paula Evansa LIST

 







SAMANTHA YOUNG "OSTATNIA SZANSA"






Tytuł oryginału: Fall from India Place
Data wydania: 18 luty 2015
Liczba stron: 384
Tłumaczenie: Ewa Cicha
Cykl: On Dublin Street (tom 4)
Wydawnictwo: Burda Książki

"PIERWSZA MIŁOŚĆ, KTÓREJ TRZEBA
DAĆ DRUGĄ SZANSĘ.

HANNAH NICHOLAS NIE POTRAFI SIĘ UWOLNIĆ
OD BOLESNEJ PRZYSZŁOŚCI  I PRZYJĄĆ
TEGO, CO NIESIE PRZYSZŁOŚĆ. 

Po raz ostatni widziała Marca pięć długich lat temu. Od dawna był miłością jej życia. Po niezwykłej, nocy, gdy oboje ulegli pożądaniu, wyjechał ze Szkocji, zostawiając Hannah ze złamanym sercem. To, co stało się później, w konsekwencji zniszczyło dawną, romantyczną dziewczynę; dotąd nie zdołała się otrząsnąć z poczucia krzywdy i osamotnienia. 

Ucieczka od Hannah okazała się największą pomyłką Marca - przez lata żałował swojego zachowania. Gdy los zetknął ich znowu, postanowił walczyć i zdobyć kobietę swojego życia, nie szczędząc wysiłku, by jej udowodnić, że powinni być razem. 

Kiedy wydaje się, że Marco zdołał przekonać Hannah o swojej miłości i o tym, że mogą zostać szczęśliwą parą, ona dowiaduje się o jego tajemnicy. Budzą się dawne upiory i zakorzeniony głęboko w jej sercu ból ożywa - sekret Marca rozdziela ich po raz kolejny.

Fanki romansu i niegrzecznych chłopców porzucą
swoich ulubionych bohaterów dla Marca, który skupia
na sobie uwagę tej niesamowitej historii miłosnej. 

RT BOOK REVIEWS "

W życiu każdej kobiety są takie momenty, kiedy jest bardziej podatna na emocje, wzruszenia i łzawe historie. Właśnie w takim momencie przeczytałam tę książkę i moje odczucia co do niej mogą być wyolbrzymione. 

Historia Hannah i Marca oczarowała mnie! Spędziłam cały wieczór i pół nocy na przeczytaniu jej. Nie mogłam się od niej ani na moment oderwać. Słuchawki w uszach z  relaksującą, spokojną muzyką i spędziłam cudowny czas w innym świecie.  Książka jest bardzo wciągająca i nakręca do dalszego czytania. Z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój sytuacji. 

Początkowo myślałam, że będzie to płytka historia z powodu wspomnień z młodzieńczych lat głównej bohaterki. Jakże się myliłam! Te wspomnienia były podstawą do zrozumienia relacji, uczuć i emocji Hannah. I od tego głównie się zaczyna ta książka: od obecnego życia głównej bohaterki i jej wspomnień. Poznajemy jej rodzinę, co dla mnie do końca powieści było kłopotliwe, ponieważ nie mogłam zapamiętać tego, kto jest z kim w związku i jak są ze sobą spokrewnieni.

Hannah pracuje w liceum jako nauczycielka, a jej życie ogranicza się w dużej mierze do pracy i rodziny. W trakcie porządkowania pudeł ze swoimi rzeczami w rodzinnym domu odnajduje stare zdjęcie- jej pierwszej i jedynej miłości, Marka. Przywołuje to wiele wspomnień, zarówno tych dobrych, jak i tych przykrych, które zmieniły jej życie. Pewnego dnia koleżanka z pracy zaprasza ją na swoje wesele i tam przypadkiem spotyka wspomnianego już wcześniej Marka. 

Moment, w którym Marc spotyka się z Hannah przypadkiem po 5 latach przerwy, wywołał we mnie takie emocje, że towarzyszyły mi one już do końca książki. Wręcz czułam całą elektryczność,  jaka tworzyła się, gdy główni bohaterzy byli blisko siebie. Ten fragmenty spowodował, że postanowiłam przeczytać całą książkę bez odrywania się od niej na dłużej niż 3 minuty. Od tego momentu ze strony na stronę moja ciekawość coraz bardziej rosła. Dawno żadna książka mnie tak nie wciągnęła.

Główna bohaterka jest w "podobnym" wieku do mojego i wykonuje ten sam zawód. Wspominam o tym, ponieważ wątek związany z jej uczniem był dla mnie niezwykle emocjonujący. Wzruszałam się przez pół książki, a w tym momencie całkowicie się rozkleiłam i utożsamiałam z uczuciami Hannah. Łatwo było mi wyobrazić sobie tę sytuację (nie chce za bardzo spoilerować).

U głównego bohatera również widać to, jak z biegiem lat zmienił się, dojrzał i zrozumiał pewne sprawy. Marc jest bardzo zabawny, zdeterminowany i pomysłowy. Podoba mi się jego charakter. W przeciwieństwie do Hannah, która jest często niezdecydowana, on wie, czego chce i do tego dąży.

Bohaterowie są świetnie wykreowani. Widać to szczególnie po głównej bohaterce, która z spontanicznej, romantycznej dziewczyny zmienia się w poważną, realistycznie spoglądającą na świat kobietę. Właśnie zmiany, które zachodzą w bohaterach pod wpływem różnych sytuacji, bardzo mi się podobają i mam nadzieję, że autorka stosuje ten zabieg również w innych książkach. 

Nie miałam wcześniej okazji przeczytać niczego innego Samanthy Young (szybko to się zmieni!), dlatego nie wiedziałam, że to jest już 4 tom z serii. Autorka potrafi utrzymać w napięciu czytelnika przez całą książkę. Często w romansach ostatnia część historii mnie wzrusza i wywołuje mocniejsze emocje. Tutaj praktycznie przez 3/4 książki czułam napięcie, ciekawość i elektryczność. Oprócz początku, nie odczułam, żebym się nudziła, co czasami mi się zdarza przy tego typu książkach.


Kończę, żeby  nie przedłużać. Już nie mogę doczekać się, aż zabiorę się za kolejną książkę tej autorki. Czytaliście coś z jej twórczości?


poniedziałek, 3 lipca 2017

KLUB MAŁO UŻYWANYCH DZIEWIC | Monika Szwaja <- recenzja



W mojej biblioteczce ostatnio znajduje się wiele pozycji do przeczytania. Uzbierało się ich sporo (więcej niż na zdjęciu powyżej), ponieważ w trakcie pisania magisterki nie miałam czasu czytać, a potem miałam urodziny i imieniny. Oczywiście bliscy wiedzieli, czym zrobić mi największą przyjemność - KSIĄŻKĄ.

MONIKA SZWAJA - KLUB MAŁO UŻYWANYCH DZIEWIC


Tytuł: "KLUB MAŁO UŻYWANYCH DZIEWIC"
Autor: Monika Szwaja
Wydawnictwo: Edipresse Polska S.A.
Rok wydania: 2017 (pierwsze wydanie: 2007)
Tytuł serii: Seria powieści dla kobiet
Ilość stron: 412
Kategoria: Literatura współczesna

Opis:
"Cztery szkolne przyjaciółki w czasie licealnego balu absolwentów dochodzą do wniosku, że czegoś im w życiu brakuje. Postanawiają wreszcie zrobić coś pożytecznego. W tym celu zakładają klub przypominający jako żywo towarzystwo wzajemnej adoracji. Lecz jakie dać mu miano? Nazwę podrzuca im mocno zawiany kolega. 

Klub Mało Używanych Dziewic to - wbrew prowokacyjnej nazwie - coś równie niewinnego jak zastęp harcerek. Założycielkom nie chodzi o coś tak prostackiego, jak złapanie chłopa na męża (mimo że latka lecą...), a o cel naprawdę wzniosły, jakim jest doskonalenie otaczającego ich świata. Owszem, mają w sobie coś z pozytywistek, lecz żadna z nich nie przypomina słynnej Siłaczki oddającej życie na posterunku. Ich dewizą jest przede wszystkim skuteczność w działaniu, a w osiągnięciu celu wspomaga je inteligencja i urok osobisty."


MONIKA SZWAJA:

"Urodziła się: jakiś czas temu, dostatecznie dawno, żeby mieć własne zdanie (1949).Odebrała edukację: przyzwoitą, na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (polonistyka). Edukuje się permanentnie (życie!).Status społeczny: wesoła emerytka po prawie czterdziestu latach pracy w Telewizji Polskiej w Szczecinie (ośmioletni poślizg nauczycielski się nie liczy, sercem zawsze była telewizorką).Pracuje: permanentnie nad czymś. Ostatnio nad wyrywaniem chwastów i pisaniem książek.Znak szczególny: ponadnormatywna liczba szajb: literacka, lotnicza, końska, morska, szantowa, symfoniczna, operowa, irlandzka, ogrodnicza, górska, ratownicza, psiarska (od psów) i ogólna.Plany na przyszłość: ma być sympatycznie.
Monika Szwaja zmarła 22 listopada 2015r. w Szczecinie."
( źródło: 
http://www.monikaszwaja.pl/kim-byla-monika-szwaja)
Drugi raz od tego momentu muszę pisać wpis. Winny jest blogger i że nie sprawdziłam dokładnie, co skopiowałam (zaznaczyłam cały wpis - skopiowało tylko jedno zdjęcie). Jestem już tym sfrustrowana, bo chce dodać ten wpis od 3 dni, a ciągle coś mi przerywa. 

Z dziełami Moniki Szwaji nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Książkę dostałam od koleżanki z pracy. Moją uwagę od razu przyciągnął tytułu, który był intrygujący.  Po wielu stresujących wydarzeniach z maja i czerwca potrzebowałam czegoś lekkiego, żeby się zrelaksować. Wtedy wybór padł na "Klub Mało Używanych Dziewic" Moniki Szwaji.

I to był strzał w 10! 

Już od pierwszych stron wiedziałam, że styl pani Moniki idealnie mi odpowiada. Lekka i wesoła książka od pierwszych stron. Określiłabym ją optymistyczną powieścią o przyjaźni, miłości i dobrych ludziach, rzeczach, sytuacjach, które mogą nas spotkać. Opowiada historie czterech kobiet około czterdziestki, które chcą odnowić przyjaźń i postanawiają założyć Klub, którego celem jest niesienie dobra. 
Agnieszka jest dyrektorką prywatnej szkoły średniej i mieszka sama, nie licząc kota. Postanawia zająć się krewką staruszką, która nie ułatwia jej zadania. 
Michalina mieszka z matką, która chciałaby wymusić od niej całodobową adorację i w tym celu wywołuje w niej nieustannie poczucie winy. Obecnie pracuje na cmentarzu, gdzie zajmuje się terenem zielonym, ponieważ z zawodu jest projektantką ogrodów. W związku z działaniami Klubu projektuje ogród dla hospicjum. 
Alina samotnie wychowuje 16-letnią córkę, z którą ma coraz gorszy kontakt. Pracuje w banku, a popołudniami zostaje ciocią dla dzieci chorych na raka. 
Marcelina obecnie przygotowuje się do nowej roli, jaką jest macierzyństwo. Niestety mimo swojego błogosławionego stanu ma największe kłopoty z bohaterek, ponieważ nie układa jej się z partnerem życiowym. 

Losy tych czterech przyjaciółek na kilka wieczorów stały się dla mnie tak ważne, że nie chciałam odrywać się od książki. Pani Monika w ciekawy sposób opisuje naszą polską rzeczywistość, z naszymi wadami i zaletami. Pod jej wpływem dostrzegam piękno naszej ojczyzny. Potrafi zarazić mnie swoim umiłowaniem do terenów i miast polskich. 

Były fragmenty, które wzruszyły mnie. Szczególnie dotyczyły one pacjentów oddziału onkologicznego. Cały czas naiwnie łudziłam się na optymistyczne zakończenie tego wątku, ponieważ jestem bardzo wrażliwa na krzywdę dzieci. 

Wiele osób określa tę książkę, jako nic nie wnoszącą. We mnie kilka razy wywołała refleksje dotyczącą sytuacji i/lub zachowań opisanych w książce. Wszystko co zmusi nasz mózg do myślenia, jest moim zdaniem wnoszącym coś do naszego życia. 

Jakbym miała opisać "Klub Mało Używanych Dziewic" samymi przymiotnikami, to użyłabym takich jak: wesoła, wzruszająca, ciepła, lekka, zabawna, w miarę współczesna z humorem sytuacyjnym pozycja. 



Czy tylko ja zaraz po skończeniu pierwszego tomu, sięgnęłam od razu po drugi? 
Jeśli ktoś tak jak ja, poszukuje lekkiej, dodającej otuchy literatury to gorąco polecam tę książkę.